JUSTYNA SOCHA - kolarka tyskiej ekipy rowerowej Choma Team. Na zawodach debiutowała w sezonie 2010. Aktualnie zajmuje drugą pozycję w klasyfikacji generalnej BikeMaratonu 2011. W rozmowie z redakcją Justyna opowiada o swojej pasji jaką jest kolarstwo górskie.

Kolarstwo górskie jest coraz bardziej popularną dyscypliną sportu. Coraz więcej imprez jest organizowanych właśnie z myślą o amatorach górskiego jeżdżenia. Co takiego jest w tym sporcie, że przyciąga taką rzeszę fanów?
Co to takiego? Nie wiem. Wiem, że musi to być bardzo silny magnes, bo sprawił, że nie wyobrażam sobie życia bez roweru.
Z tego co mówisz wynika, że treningi stanowią istotny element Twojego planu dnia. Jak wyglądają przygotowania do startów?
Z rowerem zaprzyjaźniłam się w tamtym roku. Ta znajomość jest bardzo świeża i polega na ciągłym poznawaniu się. Brakuje mi doświadczenia i wiedzy, w związku z tym każdy mój trening/start to kolejna lekcja i okazja na poznanie samej siebie, swoich słabości i silnych stron. Do niedawna moje treningi polegały na zasadzie „chybił-trafił”, wstawałam rano i w zależności od humoru wybierałam sobie formę treningu. Od jakiegoś czasu trenuję pod okiem Bogdana Chomy. W końcu wszystko ma ręce i nogi. „Szefu” opracowuje plan, a ja staram się go wykonać jak najlepiej.
Udział w wyścigach to dla Ciebie zabawa czy rywalizacja między zawodnikami?
Myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. Jazda na rowerze to fajna zabawa, ale dobrze wiedzieć, że robi się coś w konkretnym celu. Trenuję po to by jeździć coraz lepiej i kiedy widzę, że przynosi to konkretne rezultaty, motywuje mnie to do działania. Sama się tego nie spodziewałam, ale w momencie kiedy stanęłam na starcie po raz pierwszy, obudziła się we mnie wola walki, pojawiła się adrenalina i rywalizacja. To niesamowite uczucia.
Kobiecy umysł jest jedną wielką zagadką dla ludzkości, zdradź nam zatem o czym myślisz podczas treningów/ zawodów? Co ugotować na obiad czy może jak ubrać się wieczorem?
Jestem niesamowicie roztargnioną osobą i faktycznie można by przypuszczać, że moje myśli wędrują gdzie chcą. Natomiast na rowerze staram się maksymalnie skoncentrować na tym co robię, czyli na pedałowaniu! Można by rzec, że nie myślę o niczym, na zawodach tym bardziej. Staram się jechać ile sił w nogach, kontrolować tempo, puls, drogę. To i tak za dużo jak na mój brak umiejętności jakiekolwiek podzielności uwagi.
Kolarstwo Górskie wciąż nie jest popularnym sportem wśród płci pięknej, skąd takie zainteresowanie i czy uważasz, że jest to zajęcie dla kobiet?
Heh często słyszę takie pytania ;) Zdecydowanie jest to sport dla kobiet, przecież to dziewczyny lepiej prezentują się w obcisłym (śmiech). Trzeba polubić się z błotem, siniakami i wysiłkiem . Na zawodach nie myślę o tym, że jestem kobietą, powtarzam sobie, że jestem twardziel i że dam rade. ;)
Poza treningami rowery mają wpływ na Twój styl życia?
Oczywiście. I to w różnych wymiarach. Przede wszystkim diametralnej zmianie uległa moja dieta. Jestem typem „słodyczowego obżartucha”, a tu trzeba trzymać wagę, odrzucić różne bezwartościowe produkty i przede wszystkim polubić się z makaronem i innymi węglowodanami. Kolejnym wyrzeczeniem są różne używki, co kłóci się z życiem studenckim ;) Trzeba też, tak zorganizować sobie czas, żeby pogodzić treningi z innymi obowiązkami czy życiem prywatnym.
Wiemy już, że rowery są formą zabawy, ale czy jest coś co przeszkadza Ci jeździć?
Opalenizna „na kolarza” :)
Życzymy w takim razie pary w nogach i kolejnych sukcesów na dwóch kółkach!
Dziękuję.


RSS